„19 listopada 1988

Nadal jestem na lotnisku, ale się przeniosłem. Słyszę, jak otwierają się drzwi windy i prędko się chowam. Ukrywam się w jednym z korytarzy na dziesiątym piętrze hotelu. Gdyby ktoś wyszedł z jednej z trzech wind, które zjeżdżają na dół do hallu i poszedł korytarzem, który biegnie na wprost, znalazłby mnie. Tuż za pokojem 1035, przy końcu korytarza, jest nisza okienna, która wystaje z bocznej ściany hotelu. Jak się w niej stoi, ani ludzie z korytarza, ani z wind, kiedy otwierają się drzwi, nie widzą, że ktoś tam jest.
Dalej jest już tylko jeden pokój, więc bardzo niewiele osób tędy przechodzi, oprócz mężczyzny z pokoju 1036. A jeśli mężczyzna z pokoju 1036 przechodzi obok, to można wstać i wyglądać przez okno i udawać, że się patrzy na lądujący samolot, żeby nie nabrał podejrzeń, że się mieszka w nocy na korytarzu. Nisza okienna na dziesiątym piętrze to dobra kryjówka. Śpię tu już cztery noce. Za dnia dalej siedzę na Terminalu 1, ale nie powinienem tam nocować, więc jak robi się ciemno, wychodzę i wsiadam do autobusu.
Bezpłatne autobusy zabierają pasażerów z różnych terminali lotniska w wiele miejsc. Autobus nr 2 odjeżdża sprzed Terminalu 1 (naprzeciw wejścia nr 16 do hali odlotów) i jeździ na dworzec, skąd kolejka RER odjeżdża do Paryża. Przy stacji stoją trzy bardzo wysokie hotele. Przed tym najbliżej stacji są maszty, na których wiszą flagi różnych krajów z całego świata. Co noc przez ostatnie cztery noce wychodziłem z Terminalu 1 i łapałem autobus nr 2 do tego hotelu.
Przez pierwsze dwa wieczory, kiedy przyjeżdżałem do hotelu, schodziłem do podziemi, gdzie mają bar i restaurację. Siadałem przy stoliku, paliłem papierosa i zamawiałem kawę, żebym mógł spokojnie sobie posiedzieć. W barze pełno było ludzi czekających na swój lot z samego rana. W większości Francuzów, ale było też kilku Niemców, kilku Brytyjczyków i Amerykanie. Telewizor w rogu nastawiony był na francuski program publicystyczny, ludzie siedzieli w studio i rozmawiali o całunie turyńskim, czy jest prawdziwy, czy podrobiony i czyją twarz tak naprawdę przedstawia.
Barman dał mi zapałki, żebym mógł przypalać papierosa i siedziałem w barze aż do późna – zamykają dopiero o 2.00 w nocy. Ale sprzątali już i ustawiali krzesła na stołach, więc musiałem pójść. Poszedłem do recepcji, żeby poprosić o pokój. Miałem mało pieniędzy, ale kobieta z recepcji wcale ich ode mnie nie chciała.
– Przykro mi, nie mamy żadnych pokoi – powiedziała, kręcąc głową. – Proszę spróbować gdzie indziej.
Wydawało się, że bardzo chce pozbyć się mnie z hotelu i popatrzyła na jednego z mężczyzn pracujących w recepcji.
– Nie dostanę tu pokoju?
– Nie.”