„W progu, dokładnie na wprost Seneki, wykwitła triumfująca Laura, a za nią stanęła kolejna (tym razem średnia) pszennowłosa latorośl męczącej rodziny Schoppe.
Ignacy Borejko sam się zdziwił swoją reakcją – ale oto ryknął, jakby mu ktoś wbił spiżową klingę w brzuch. Widok zadowolonego z siebie blondyna o naiwnych oczkach, ubranego w maturalny garnitur i niedoskonale wyprasowaną koszulę, uczesanego na mokro i w dodatku dzierżącego oburącz ostentacyjny bukiet z kokardą, był sam w sobie niemiły, przede wszystkim z powodu niejasnego, lecz niewątpliwego podobieństwa Wolfganga do brata; a w dodatku nasuwał najgorsze podejrzenia.
Jak najsłuszniej zresztą.
Zaskakując go kompletnie, beztroski brat Fryderyka przybliżył się dwoma śmiałymi krokami, machnął bukietem, przełożył go do lewej ręki, po czym ujął prawą dłoń dziadka i bez uprzedzenia wycisnął na niej długi, mokry pocałunek.
Ignacy Borejko wrzasnął, wyrwał mu rękę i odruchowo wytarł ją w połę marynarki. Tymczasem niezrażony niczym chłystek pochylił się nisko i objął jego kolana, co bardzo przestraszyło dziadka i skłoniło go do gwałtownego uskoku w tył. Niestety! w tyle, za nim, nie było już nic prócz wielkiego filodendrona; ten, strącony raptownie z taboretu, gruchnął o ziemię z ciężkim, głuchym łoskotem rozbitej donicy.
Dziadkowi mignęła myśl, że Mila go za to udusi, lecz nie zdążył nawet bardzo się zmartwić, bo Wolfgang Amadeusz Schoppe właśnie się oświadczał.”