„Zresztą wiele mówi o nim jego poddasze w dwupiętrowym domu na Mokotowie. Ciepłe, drewniane, ze starą maszyną do pisania, z olbrzmią szafą z segregatorami pełnymi wycinków podręcznego archiwum… I książki, książki, książki (bo nim zabierze się do pisania czegokolwiek, najpierw stara się przeczytać wszystko, co niezbędne). I kilka stron dziennie, co najwyżej, bo pisanie to ciężka praca, no i musi to mieć swoją wysoką jakość. A nim usiądzie nad pierwszą kartką papieru, lubi położyć się na podłodze: myśli nad pierwszym zdaniem i w ogóle…
Pisze bardzo powoli. Ale też zawsze będzie narzekał, że ma za mało czasu. Wyliczał, ile lat przeżył jego ojciec i ile pewnie on przeżyje, a zatem – ile książek ma szansę w tym czasie napisać. Powtarzał, ze jeśli nie pisze, to ma wrażenie, że marnuje życie i czas. ( A jednak co rusz znajduje dla kogoś czas…).
Więc pisze bardzo powoli. Czasami cały dzień układa jedno zdanie, jak mówi, przypłaca je krwią, ale stawia je na kartce od razu czyste, bez jakiegokolwiek skreślenia. Są dziennikarze, którzy piszą bardzo szybko, ale bardzo długo poprawiają. Wyrzucają, co napiszą, biorą czystą kartkę i przepisują od nowa. Żeby znaleźć właściwy rytm.
Dla Kapuścińskiego rytm jest szalenie ważny. Tyle że ustala rytm, zanim zacznie pisać.”