moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

„Podszedł do nich dyrektor lokalu.
- Ja bardzo przepraszam, to jakieś nieporozumienie, policja do mnie?
- Zatrudnia pan nieletnią Ewelinę Lechicką – odrzekł komisarz. – Jej prawna opiekunka złożyła skargę.
- Ależ szanowna pani – zwrócił się do Suzanne wystraszony mężczyzna. – Ja… nie wiedziałem… panna Ewelina wygląda tak dorośle, podawała się za…
- Gdzie jest moja siostrzenica? – przerwała mu Suzanne.
Dyrektor wskazał jakieś drzwi, Suzanne energicznie ujęła za klamkę i wkroczyła do garderoby.
Ewelina przygotowywała się do występu, miała na sobie dość skąpy strój, krótka spódniczka odsłaniała wysoko nogi. Na widok Suzanne odkleiła rzęsę i wyglądało to, jakby miała jedno oko mniejsze.
- Gdyby twoja matka wiedziała – zaczęła ostro Suzanne.
- Nie mam nikogo. Należę do siebie!
- Na razie masz jednak mnie – wybuchnęła. – Jestem twoją prawną opiekunką, ubieraj się, idziemy!
- Muszę się przebrać.
- Przebierzesz się w domu. Sama zmyję ci te farby z twarzy. – Narzuciła Ewelinie płaszcz na kusy kostium i popchnęła ją w stronę drzwi.
- Wychodzimy!
Siostrzenica rozejrzała się, jakby sprawdzając, którędy tu uciec, ale Suzanne mocno ujęła ją pod ramię.
Wsiadły do dorożki.
- Proszę na dworzec – zadysponowała Suzanne. – Tego jeszcze w naszej rodzinie nie było. Żeby upaść tak nisko!
- Rodzina! Same panny i wdowy – odcięła się Ewelina. – Ja przynajmniej wyszłam za mąż…
- Jak to – wyszłaś za mąż?
- Wzięłam ślub w kościele Świętej Anny na Krakowskim – wyciągnęła z torebki jakiś papier i podała jej. Suzanne włożyła okulary i zobaczyła, że to metryka ślubna.”

„Do Lechic zjechała najstarsza siostra matki Karoliny, czyli ciotka Edwarda, tak zresztą do Eweliny niepodobna. Niższa od niej o głowę, miała nieproporcjonalnie duży biust, jakby ukrywała coś za pazuchą. Karolinie zawsze się wydawało, że zza dekoltu ciotki wyskoczy jakieś zwierzątko, zając albo małe jagnię. Z latami ciotka robiła się bardziej okrągła, więc jakby mniejsza. Miała raczej męskie rysy, a górną wargę pokrywał jej czarny zarost.
Z pewnością w ostatniej chwili zaszła jakaś pomyłka i zamiast chłopca, na świat przyszła ciotka Edwarda. Ochmistrzyni mawiała nawet, że te dwie siostry są jak ogień i woda. Ale może właśnie dlatego były do siebie bardzo przywiązane. Kiedy powstanie upadło, konferowały gorączkowo, co zrobić, aby uchronić pałac i majątek przed konfiskatą. Karolina nie była oczywiście dopuszczana do tych rozmów, ale coś się jej obijało o uszy. Powtarzały się słowa: scheda, dokument dzielczy, część ojcowizny…
A chodziło o to, aby udowodnić, że Cyprian Lechicki nie miał i nie ma do majątku żony żadnych praw, a Lechice są własnością ciotki Edwardy. W rzeczywistości było nieco inaczej. Ciotka Edwarda przeniosła się do włości swojego męża, generała Drukczennego, który zamknął oczy tuż przed powstaniem, a więc nie był o nic podejrzany, i została spłacona przez Ewelinę. Majątek, poważnie zadłużony, uratowały pieniądze Cypriana. Kto wie, czy powodem małżeństwa Eweliny z Cyprianem nie był wyłącznie ów dług ciążący na Lechicach.
Teraz ciotka miała oko na wszystko, a w pierwszym rzędzie na Karolinę. Wrócił z aresztu mąż Mani, Henryk, o którym ciotka Edwarda nie była najlepszego zdania. Uważała, że jest lekkomyślny, ogląda się za kobietami i nie ma odpowiedniego stosunku do życia, skoro zdecydował się zostać malarzem.
- Malarz – mówiła pogardliwie. – Malarzem był Rembrandt, Michał Anioł… Ale o Henryku Dębickim nie słyszałam.”


  • RSS