moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

Akta Harry`ego Dresdena. Tom 5.

„Ulsharavas – wymamrotałem, siłą woli nadając słowom energię. Głos drżał mi dziwnie, intonacja sprawiała wrażenie niepewnej.
- Ulsharavas! Ulsharavas! Ktoś zagubiony w niewiedzy poszukuje cię. Ktoś ociemniały z braku wiedzy potrzebuje twojego światła. Przybądź, strażniczko pamięci, stojąca na straży tego, co ma nadejść. Przyjmij ofiarę i dołącz do mnie.
Kończąc rytualną inwokację, uwolniłem powstrzymywaną moc, wysyłając ją do kręgu, a przez niego na poszukiwanie ducha wyroczni w Nigdynigdy.
Odpowiedź była natychmiastowa. W miedzianym kręgu pojawił się z nagła wir światła, który sprawił, że bariera stała się przez moment widzialna jako wygięta płaszczyzna złożona z błękitnych iskier. Światło prześlizgnęło się po homunkulusie, który po chwili drgnął i usiadł.
- Witaj, wyrocznio – powiedziałem. – Czaszka Bob uważa, że możesz mi być pomocna.
Siedzący homunkulus rozłożył pulchne ramiona, zamrugał, spojrzał na swoje ręce, a wreszcie wstał i popatrzył na siebie. Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew, i odezwał się cienkim głosem:
- Szmaciana lalka? Oczekujesz, że ci pomogę, mając to na sobie?
To była urocza lalka. Pierścionki blond włosów opadały jej aż do wypchanych ramion, a ubrana była w różowo-niebieską, bawełnianą sukieneczkę z dopasowanymi kolorystycznie kokardkami i czarne buciki.
- Hmm… No tak. Wybacz – plątałem się. – Nie miałem nic innego z dwiema rękami i dwiema głowami, a trochę się spieszę.
Szmaciana lalka Ulsharavas z westchnieniem usiadła w kręgu i wyciągnęła nogi prosto, jak pluszowy miś. Z trudem uniosła wielki w porównaniu z nią kubek whisky i wypiła. Wyglądało to, jakby wyciągnęła szpunt z beczki, ale pochłonęła whisky jednym haustem. Nie wiem, gdzie się podziała, bo lalka nie miała prawdziwych ust ani żołądka, ale nic nie wyciekło na podłogę. Napiwszy się, wetknęła drobną piąstkę do puszki z tytoniem i wepchnęła sobie garść do ust.
- A zatem – powiedziała pomiędzy jednym ruchem szczęk a drugim – chcesz coś wiedzieć na temat całunu i ludzi, którzy go ukradli.
Brwi podjechały mi do góry.
- Hmm… Faktycznie. Niezła jesteś.”

„Powrót Gabrieli na łono rodziny był dramatyczny, chociaż dużo spokojniejszy, niż przypuszczały Dorota z Jolką. Dzieci przeżyły prawdziwy szok. I Muszka, i Kiczorek popłakali się z wielkiego szczęścia, ale po godzinie już byli sobą.
- Fajowo, że nie umarłaś – powiedział Kiczorek. – Z Eweliną nie szło wytrzymać. Z ojcem też.
- A właściwie, gdzie ty byłaś? – spytała Muszka. – Próbowała się tu wcisnąć taka jedna mutantka, znasz ją?
- O kim mówisz? – zdziwiła się Gabriela.
Założyła sobie, że wielkie zdziwienie będzie najlepszą odpowiedzią na wszelkie pytania rodziny. Nie znała żadnej mutantki, padła ofiarą porywacza-wariata i spędziła trzy koszmarne miesiące w strasznym chlewie. Dzieciom te wyjaśnienia wystarczyły, Artur o nic nie pytał ani też nie przyznał się do pomyłki. Dopiero wieczorem, kiedy dzieci poszły spać, zaprosił Gabrielę do gabinetu na rozmowę. Po raz pierwszy nie wygłosił skróconego referatu, tylko powiedział od serca, co myśli o zdradliwej żonie i jej intrygach.
- Wróciłaś, więc zostań, dom jest w połowie twój, ale nie wymagaj, zebym i ja z wami mieszkał. Jutro się wyprowadzam.
- Gdzie niby?
- A czy ja cię pytam, gdzie się szlajałaś przez trzy miesiące? Tylko nie mów mi o porwaniu, bo nie jestem usposobiony żartobliwie.
Mimo smutku Gabriela z wielką ulgą położyła się we własnym łóżku. Pocieszała się, że jakoś to będzie, że mąż nie zostawi rodziny, bo gdzie niby pójdzie?
Artur wyprowadził się następnego dnia po południu. Zabrał ze sobą jedynie trzy walizki, a przecież samych ubrań miał tyle, że nie zmieściłyby się w wielkim samochodzie. Gabi natychmiast pobiegła na górę przejrzeć pokój męża i garderobę. Poza meblami nie zostało tam nic więcej.
- To było do przewidzenia – wyjaśniła Muszka. – Ojciec już od dawna wywoził swoje rzeczy. Czasem nawet nie wracał na noc, wtedy zostawała z nami Ewelina. Ona też będzie pracowała u niego, nie u nas. Musisz mnie dofinansować, bo nie dostałam w tym miesiącu kieszonkowego.
- Co ty masz na szyi? – spytała Gabriela.
- Diabełka. W twoim starym skafandrze był tylko ten diabełek, to go sobie powiesiłam na rzemyku.
Gabriela osunęła się na fotel. Nie słyszała co mówiła do niej Muszka, ani kiedy wrócił Kiciorek. Popadła w otępienie i siedziała w milczeniu aż do kolacji.”


  • RSS