moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

„Ongiś, wieki temu, w tamtym życiu, ktoś spotkał na ulicy mojego brata i powiedział:
- Nie wiedziałem, że masz taką interesującą siostrę.
Na co Antek, wznosząc oczy do nieba i rozkładając ręce tak charakterystycznym dla siebie gestem:
- Moja siostra… Ta awanturnica!
Wtedy trochę się rozgniewałam, ale dziś, osiemdziesiątka piątka za pasem, chyba muszę przyznać mu rację. W staromodnym i obiegowym znaczeniu tego słowa byłam awanturnicą.
Cztery obywatelstwa.
Trzy kontynenty.
Trzech mężów.
Tak, byłam awanturnicą, ale nie na obecną miarę. Na miarę tamtych lat, dziś oddalonych przez jakiś świetlny wiatr. Wiatr wydarzeń, katastrof, Internetu, postępu, upadku moralnego, zatarcia, czy może zacierania się wszelkich kryteriów…
Gdyby ten wiatr był przyzwoity, toby mnie zdmuchnął we śnie.
Ale nie ma tak dobrze.”

„Cymbał wstał rześki, jak przystało na młodego psa, a Zuzanna ledwie zwlekła się z pościeli. Ręce i krzyż bolały bardziej niż po całodziennym pieleniu w domowym ogródku. Zdziwiła się nawet, że tak kiepsko z jej kondycją. Doszła do siebie po kilku przysiadach, a na dobre rozruszała się, ganiając Cymbała po lasku. To on tym razem narzucał tempo, ona próbowała się dostosować. Radosław dobił do nich już w drodze powrotnej.
- I co? Siostra nie wróciła? – zagadnął na powitanie.
- Przeciwnie. Wróciła, żeby znowu wyjechać. Człowiek musi mieć takie miejsce, do którego wraca, bo inaczej skąd by wyjeżdżał?
- Mądrzej sam Kant by tego nie ujął. W każdym razie cieszę się, że jeszcze trochę pobiegamy razem.
- Oj, nie wiem, nie wiem. Obudziłam się ze strasznym łamaniem w kościach. Przez moment zazdrościłam Cymbałowi, że biega na czterech łapach, bo to pozycja w sam raz dla mnie.
Schyliła się, opuściła ręce, wywaliła język i pokazała, o jaką pozycję chodzi. Cymbał z radości zaszczekał, Radosław zaczął się śmiać. Zaraz potem próbował podpytać dziewczynę o rodzaj bólu, apetyt, temperaturę.
- Odpuść sobie, nie uchlał mnie żaden kleszcz, jestem zdrowa jak koń, tylko wczoraj trochę się spracowałam przy…sprzątaniu. Wiesz, że ja początkowo myślałam, że handlujesz tirami?
- Handluję…czym?
- Tira nie widziałeś? To te wielkie samochody, na które napadają chłopcy z mafii.
- Wołałbym coś mniejszego.
- Duży facet pasuje wyłącznie do dużych samochodów. – Oznajmiła Zuzanna.
- Kto mówił o tirach: Inka czy twoja siostra?
- Zapomniałam – uśmiechnęła się promiennie, on zaś wyraźnie posmutniał.”


  • RSS