moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

„Wbijanie haka w betonową ścianę nie jest zajęciem łatwym. Nie bacząc na dzień świąteczny, Marta za wszelką cenę usiłowała wbić choć jeden, jedyny. Zaplanowała sobie pewne przemieszczenie obrazów: musiała powiesić Ptaka i chciała wreszcie powiesić „Zdychający tulipan”, czyli dzieło Rafała. Waliła młotkiem w ścianę, aż zwabiła Agatę.
- Ty tłuczesz czy ciebie tłuką, do jasnej anielki? – zainteresowała się przyjaciółka. – Odpuść sobie to walenie, bo bez wiertarki paluchy stracisz, a dziurki nie zrobisz! Jutro ci wywiercę… O, Boże, co to? – Stanęła na wprost portretu Ptaka i nie mogła słowa wykrztusić. – Marto, ja się nie znam za bardzo na sztuce, ale to jest chyba fantastyczne! Wyszedł ci ten obraz, prawda? Mogę zawołać dziewczyny i Michała? Niech też zobaczą!
Nim Marta zdążyła odpowiedzieć, Agata wyfrunęła z mieszkania, by po chwili wrócić w większym gronie, z Kosmatkiem i Patrykiem włącznie. Zaniemówili wszyscy, nawet Paulinka nie dyskutowała o kolorach.
- Słuchajcie, to trzeba opić! – stwierdziła Kasia. – Odłożyłam na czarną godzinę butelkę szampana. Po co mamy czekać do czarnej, kiedy jest taka okazja… a właściwie dwie okazje.
- Zaraz, zaraz – zaprotestował Michał Kosz. – Jeżeli mowa o dwóch okazjach, to ja też przyniosłem szampana!
Druga okazją były zaręczyny Michała Kosza z Agatą. Zdecydował się wreszcie, oświadczył i podarował dziewczynie śliczny pierścionek z drobniutkimi brylancikami, który migotał w świetle jak bożonarodzeniowa gwiazdka.
Przyjęcie zaręczynowe, zgrabnie zaimprowizowane przez Agatę i Paulinę, trwało do samego wieczora.
- Wszystko to strasznie dziwne – westchnęła Agata, gdy już zostały same, a Kosmatek posapywał w łóżeczku. – Nie wyobrażam sobie bez was życia! Żeby tak można wejść w nowe, nie tracąc starego! I co temu Michałowi tak się raptem zapaliło, ze już jutro chce papiery składać?!
- Nie kapryś, tylko wal za nim! Niech choć jedna z nas ma życie porządnie poukładane – powiedziała Marta.
Okazało się, że i Paulina będzie miała życie poukładane, tyle że nie w sensie matrymonialnym, lecz mieszkaniowym. Kasia wynalazła jej zgrabną kawalerkę do kupienia, w tym samym bloku, piętro wyżej. Agata własnego mieszkania chwilowo nie zamierzała sprzedawać. Była ostrożna, myślała głównie i Kosmatku.
Gawędziły o samych miłych rzeczach, o zaręczynach, o rozwodzie Kasi i mieszkaniu, aż w końcu doszły do Malca. W ten sposób zaręczyny niepostrzeżenie przemieniły się w sabacik.
- Straszne jajo! Najęłam się do jednego dziecka, a mam dwoje – westchnęła Paulina.
- Jak chce siusiu, to jego też przewijasz? – zainteresowała się Agata.
- Zgłupiałaś! Takiego konia od razu na nocniczku sadzam!
- I siedzi sam?
- A co, ze mną?
- Przestańcie, bo nie wyrobię! – jęknęła Marta.
- Nie wyrobisz, jak ci powiem, ze ten napieprzykowany na pysiu znowu u nas był. Naskoczył na Witusia, a ten w oczach cały głupi się zrobił… Kroi się jakaś afera. Napieprzykowany powiedział, że cos sprawdzi i jeszcze wpadnie…”

„Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Tomy przylepiają się do półek w tym pakcie konieczności i zapomnienia, jakby były świadkami pewnej chwili w naszym życiu, do której nie powrócimy. Ale podczas gdy tam nadal są, uważamy je za część nas samych. Nieraz spostrzegłem, że ludzie odnotowują dzień, miesiąc i rok, kiedy czytali jakąś książkę; budują coś w rodzaju sekretnego kalendarza. Inni piszą swoje nazwisko na pierwszej stronie, zanim komuś jakąś książkę pożyczą, zapisują w kalendarzyku, komu ją pożyczyli i dodają datę. Widziałem tomy stemplowane, jak w bibliotekach publicznych, albo z wizytówką właściciela, wsuniętą dyskretnie między strony. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję.
To prawda, że w końcu wielkość biblioteki ma znaczenie. Wystawiamy książki na pokaz, jak wielki otwarty mózg, pod nędznymi pretekstami i z fałszywą skromnością. Znałem profesora języków klasycznych, który specjalnie przedłużał przygotowywanie kawy w kuchni, aby umożliwić gościowi podziwianie tytułów na półkach. Kiedy przekonywał się, że ten już skorzystał z okazji – wchodził do pokoju z tacą, uśmiechając się z zadowolenia.
Jako czytelnicy szpiegujemy biblioteki przyjaciół, choćby tylko dla rozrywki. Czasami po to, żeby odkryć książkę, którą chcielibyśmy przeczytać, a której nie mamy, czasami po to, żeby dowiedzieć się, co pożarło zwierzę, z którym się zadajemy.”


  • RSS