moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

Akta Harry`ego Dresdena. Tom 2

„Powlokłem się wzdłuż rzędów biurek i boksów do gabinetu Murphy. Zajmowała prowizoryczny gabinet z tandetnymi ściankami ze sklejki i obdrapanymi drzwiami, ale i tak był to pewien przywilej w tym niecieszącym się łaskami wydziale. Na drzwiach, gdzie powinna widnieć porządna tabliczka, przyklejony był taśmą prostokątny kartonik ze starannie wypisanymi czarnym flamastrem drukowanymi literami: POR. KARRIN MURPHY, WYDZIAŁ SPRAW SPECJALNYCH. Ci, którzy odmawiali kolejnym kierownikom wydziału solidnej tabliczki, dawali w ten sposób do zrozumienia, że nikt nie pozostanie dłużej na tym stanowisku. Pod kartonikiem umieszczona była krzywo czerwono-fioletowa naklejka z hasłem: Przechodzący zostaną zabici i zjedzeni.
- Mam nadzieję, że nie zostawiła włączonego komputera – mruknąłem, wchodząc do gabinetu Murphy. Obrzuciłem spojrzeniem schludne pomieszczenie i zbliżyłem się do stołu, gdzie obok komputera leżała moja różdżka, bransoleta, amulet, broń palna i inne amulety, które miałem przy sobie w chwili aresztowania. Komputer był włączony. Monitor kaszlnął, kiedy przesunąłem rękę w pobliżu, a z plastikowej obudowy zawierającej twardy dysk wydobyła się smużka dymu i iskra.
Skrzywiłem się i pozbierałem swoje rzeczy. Drżącymi palcami włożyłem bransoletę, przełożyłem przez głowę pętlę amuletu, wetknąłem rewolwer do kieszeni kombinezonu i chwyciłem mocno różdżkę w prawą dłoń, czyli z tej strony ciała, która wytwarza energię.
- Nic nie widziałeś, Rudy, dobra?
Nowicjusz gapił się to na mnie, to na dymiący komputer i monitor, z ogłupiałym wyrazem twarzy.
- Co zrobiłeś?
- Nic. Nie zbliżałem się, nic nie robiłem. Taka jest moja wersja i będę się jej trzymać – mamrotałem. – Masz ten papierowy kubek? Świetnie. Zatem potrzebujemy jeszcze tylko wypchanego zwierzaka.
Wpatrywał się we mnie.
- Co…coś ty powiedział?
- Wypchanego zwierzaka człowieku! – ryknąłem. – Nie wkurzaj maga, kiedy się bierze do magii!”

Akta Harry`ego Dresdena. Tom I

„Usłyszałem, że listonosz zbliża się do drzwi mojego biura pół godziny wcześniej niż zwykle. Chociaż szedł szybko i energicznie. Odgłosy jego kroków brzmiały inaczej niż zazwyczaj. Jego chód był ciężki. To musiał być ktoś nowy. Pogwizdując, podszedł do moich drzwi. Zamilkł na chwilę, a potem roześmiał się i zapukał.
Skrzywiłem się. Zwykle listy są wrzucane przez szparę w drzwiach. Poleconych dostaję niewiele i nigdy nie są to dobre wiadomości. Wstałem z fotela i otworzyłem drzwi.
Nowy listonosz, który wyglądał na koszykarza ze swoimi szerokimi ramionami i nogami, opaloną, łysiejącą głową, śmiał się z tabliczki na drzwiach. Spojrzał na mnie i wskazał ją kciukiem.
- To żart, no nie?
Przeczytałem napis na tabliczce ( ludzie czasami je zamieniają) i pokręciłem głową.
- Nie, to na serio. Czy mogę prosić o moją pocztę?
- A, na przyjęcia, występy, coś w tym rodzaju?
Zaglądał mi przez ramię, zupełnie jakby spodziewał się zobaczyć białego tygrysa albo skąpo odziane asystentki przechadzające się po moim jednopokojowym biurze.
Westchnąłem. Naprawdę nie byłem w nastroju, by po raz kolejny wysłuchiwać kpin na swój temat, więc sięgnąłem po list, który miał w ręku.
- Nie, nic w tym rodzaju. Nie pracuję na przyjęciach.
Trzymał list, przechylając z zaciekawieniem głowę.
- Więc co? Karty, kryształowe kule i duchy?
- Nie – odpowiedziałem. – Nie jestem medium.
Spróbowałem wyszarpnąć kopertę. Przytrzymał ją.
- To kim pan jest?
- A co jest napisane na drzwiach?
- „Harry Dresden. Mag”.
- To ja – potwierdziłem.
- Prawdziwy mag? – spytał, uśmiechając się szeroko, jakbym sobie stroił żarty. – Zaklęcia i eliksiry? Demony i zaklinanie? Tajemnicze i niebezpieczne?
- Nie takie znowu tajemnicze – wyrwałem mu list i skierowałem wzrok na jego bloczek. – Mogę pokwitować?
Nowy listonosz przestał się uśmiechać i naburmuszył się. Podsunął mi bloczek, żebym potwierdził odbiór przesyłki ( kolejne upomnienie w sprawie czynszu).
- Świr – rzucił.
Zabrał swój bloczek i życzył mi miłego dnia. Patrzyłem, jak odchodzi.
- Typowe – mruknąłem i zamknąłem, drzwi.
Nazywam się Harry Blackstone Copperfield Dresden. Jeśli ktoś da się tym oczarować, to na własne ryzyko. Jestem czarodziejem. Mam biuro w śródmieściu Chicago. Z tego, co wiem, jestem jedynym legalnie praktykującym zawodowo magiem w kraju. Można mnie znaleźć w książce telefonicznej, pod Magowie. Wierz lub nie, ale jestem tam tylko ja. Moje ogłoszenie wygląda tak:

HARRY DRESDEN – MAG
Odnajdywanie zaginionych przedmiotów.
Dochodzenia paranormalne.
Konsultacje. Porady. Umiarkowane ceny.
Nie oferuje się eliksirów miłosnych i wielkich bogactw.
Nie prowadzi się działalności rozrywkowej.”


  • RSS