moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, z Kossaków, 1`voto Bzowska, 2`voto Pawlikowska, 3`voto Jasnorzewska. Córka Wojciecha, wnuczka Juliusza. Dla rodziny i bliskich – Lilka. Poetka, dramatopisarka. Związana z kręgiem poetyckim Skamandra. Dużo podróżowała m.in. do Francji, Turcji, Afryki. W 1935 roku otrzymała Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. We wrześniu 1939 roku wyjechała wraz z mężem z Polski i osiadła w Wielkiej Brytanii. Do Polski nie powróciła, gdyż krótko po zakończeniu II wojny światowej zmarła na raka w Manchesterze.
Magdalena Samozwaniec wspomina dzieciństwo, wspólne zabawy, choroby, pierwsze miłości i zawody. Przypomina pierwsze wiersze i opowiadania. Wspomina wspólne chwile. Bardzo wiele miejsca poświęca miłości w życiu Lilki. Mówi o tym, ile dla niej znaczyła i jak bardzo wpływała na twórczość. Jest zafascynowana i zakochana w talencie siostry, ale jednocześnie potrafi wskazać jej słabostki, wyśmiać ”przywary” i grzeszki.

„W Krakowie, w zacisznym podmiejskim dworku obramowanym starymi drzewami, mieszkał znakomity malarz wraz z uroczą małżonką i pierworodnym synkiem. Urodziła się im córeczka o pięknych niebieskich oczach. Rodzice postanowili zaprosić na jej chrzciny wszystkie muzy. Zjawiła się pięknolica Kaliope z rylcem i tabliczką do pisania. Pocałowała małą w czółko i przepowiedziała jej, że będzie kiedyś słynną poetką, a przy tym tak piękną, jak ona, Kaliope. Euterpe, patronka liryki, dodała, że jej wiersze będą wzruszały, jak najpiękniejsze melodie grane na flecie. Talia z maską na twarzy przepowiedziała jej, że będzie pisywać wesołe komedie na scenę. Melpomena dodała, że również i dramatyczne utwory. Terpsychora dorzuciła, że będzie nade wszystko kochała taniec. Polihymnia przepowiedziała dziewczynce duże zamiłowanie do muzyki i że będzie grywała na cytrze i flecie (muza nie znała fortepianu). Gwiaździsta Urania orzekła, że gdy dorośnie, będzie się bardzo interesowała gwiazdozbiorami , astrologią i nawet sama zdoła układać horoskopy.
Rodzice ze wzruszeniem słuchali tych przepowiedni. Nagle błysnęło, zagrzmiało, wicher z trzaskiem otworzył drzwi i do pokoju wpadła zła bogini Hekate.
-Nie zaprosiliście mnie na chrzciny – zasyczała. – Srogo się to zemści na waszym dziecku – i… magiczną pałeczką dotknęła kręgosłupa dziewczynki, zaśmiała się złowieszczo i znikła.
I tak zaczęła się tragedia całego życia poetki, tak szczodrze poza tym obdarowanej przez wszystkie muzy.”

Samozwaniec Magdalena, właściwie Magdalena z Kossaków 1`voto Starzewska, 2`voto Niewidowska. Żyła w latach 1894-1972. Prozaik, satyryk. Córka słynnego malarza Wojciecha Kossaka. Siostra Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Wszystkie te informacje można znaleźć w encyklopedii. A książka? To biografia jej i siostry. Ale bez suchych dat i faktów. Poznajemy obie dziewczynki gdy są małe i razem z nimi dorastamy, bawimy sie, chorujemy. Razem z nimi wędrujemy po Krakowie, Zakopanem, Świnoujściu, wybieramy się w zagraniczne wojaże. A wszystko to pod czujnym okiem ich matki i ojca, którzy bardzo je kochają i na swój sposób rozpieszczają. Uroku i swiostego smaczku dodaje artystyczna atmosfera jaka panowała w rodzinie Kossaków. Dziewczynki wychowywywane były w przeświadczeniu, że są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.A ich matka …uważała się za „matkę geniuszów”. I miała rację; obok dwóch szalonych, ale jakże zdolnych córek jest jeszcze syn: Jerzy, który pójdzie w ślady dziadka (Juliusza) i ojca (Wojciecha).
Poznajemy też cały ówczesny artystyczny świat: Boy, Tuwim, Lechoń, Makuszyńki, Iłłakowiczówna, Jan Pawlikowski i wiele jeszcze innych, sławnych osób, które dla nas są legendą, a Maria i Magdalena obcowały z nimi na codzień. Cały teń świat urzeka swoją atmosferą i wciąga…

„Maniusia była istotą niezłomną. Któregoś dnia Wojtek oświadczył jej, że do domu przyjdzie z wizytą nie byle jaki gość, którego portret on właśnie maluje, a który pragnie być przedstawiony małżonce mistrza. Gościem tym był sam arcyksiążę Karol Stefan z Żywca. Maniusia stawia opór – takich gości nie lubi. W Stawiskach, u jej rodziców, żaden Austriak ani Moskal nie miał prawa wstępu. Wreszcie mówi, że nie ma się w co ubrać. Wojciech bardzo się rozżalił, że żona psuje mu interesy, że chce do niego zrazić takiego porządnego człowieka, jak arcyksiążę. Przygryzał wąsa i był okropnie strapiony. Wówczas Maniusia zgodziła się przyjąć dostojnego gościa. Włożyła na siebie czarną, aksamitną suknię, przypięła do biustu brylantowy półksiężyc, powiesiła na szyi różne łańcuchy i łańcuszki, przygotowała herbatę, likiery i kanapki, ale gdy Wojciech wprowadził gościa do salonu – pani domu zniknęła! Zdeberwowany mąż chodzi po całym szuka jej, woła – ani śladu! Arcyksiążę, którego jeszcze w życiu nie spotkał taki despekt, posiedział chwilę, porozmawiał z zażenowanym panem domu, po czym pożegnał się z nim bardzo chłodno, wsiadł do samochodu i odjechał. Wówczas Mamusia wyszła z klozetki, gdzie siedziała przez cały czas arcyksiążęcej wizyty. Wojciech zrazu okropnie się gniewał, ale że miał niemałe poczucie humoru, zaczął się po chwili śmiać, ubawiony stanowcza postawą swoj małżonki.”

„Główna bohaterka, Eulalia, jest reporterką telewizyjną, kocha góry i robienie filmów o nich. Ma pracę, dom, samochód, dwoje dzieci, przyjaciół. Właściwie to Eulalia ma wszystko poza stałym mężczyzną. A że mimo wyraźnego postępu w umniejszaniu mężczyzny dzisiejsza kobieta wyzwolona nie zawsze radzi sobie bez onego i czasem nawet brakuje jej przyjemności z nim związanych, pani reporter zaczyna bystrzej spoglądać na otaczających ją panów. Okazuje się, że nie jest z nimi tak źle… ten i ów może by się nawet do czegoś nadawał.”


„Oczy Laury przywykły do ciemności. Teraz mogła dostrzec, że jest tu i dziadzio. Miał rękę w białym opatrunku, a płaszcz narzucony na ramiona. Co mu się stało?
- I wtedy przed oczami rozsunął mi się mrok. Straciłem przytomność! – wyjaśniał.
- Mogłeś mi powiedzieć! – gniewała się Babi.
- Że mdleję? Nie było cię przecież obok mnie.
- Bo sobie poszedłeś mdleć do drugiego pokoju! Żeby trafić akurat na Monikę.
- To ona trafiła na mnie, Milu. Jak już leżałem bez zmysłów.
- Zmysłów!!!
- Milu, nie pojmuję twojego wzburzenia. Co w tym złego, że Monika przyszła mi z pomocą. Powiedziałbym, że to bardzo szlachetnie z jej strony.
- Bez wątpienia – warknęła Babi. – Mnie chodzi o to, żeś tak bezsensownie milczał! Złamać rękę i nic nie powiedzieć żonie! A potem sobie zemdleć przy innej kobiecie! I z nią jechać sobie do rentgena! To prawie jak zdrada!
- Nie powiedziałem, bo nie chciałem robić zamieszania – tłumaczył się dziadek. – Sama mówiłaś, Milu, jak się boisz, że znów coś się stanie z okazji ślubu. No i stało się. Non nova, sed nove*. Mam tę satysfakcję, ze do czasu poradziłem sobie z bólem, choć nie przeczę, Milu, że cierpiałem okrutnie, zwłaszcza gdy Nutria całym swym ciężarem…
- Tak, wiem, wiem… – powiedziała Babi niecierpliwie.
- …zwaliła się na moje ramię, połamane w kawałki. Było to tak bolesne, że przeszył mnie jakby piorun…
- Ignacy, przestań być taki tragiczny, a raczej pocałuj mnie na zgodę.
Laura zamarła w cieniu, bo oto ujrzała na własne oczy, jak jej dziadkowie wymieniają długi pocałunek.
- Kocham cię, Milu.
- No, kto by się spodziewał, doprawdy.
Babcia nigdy nie traciła dystansu. W krótkim przebłysku kobiecej intuicji Laura zrozumiała, że to babcia własnie kochała najmocniej. Jeżeli uczucie sięga aż do najgłębszych obszarów duszy, ma się ochotę jakoś je osustawić przed nim tarczę.
Dziadkowie znów się pocałowali.
A Laura wycofała się na palcach i wślizgnęła z powrotem do ciepłej sieni.
Pewnie, że brzydko – podsłuchiwać.
Ale nie żałowała ani przez chwilę, że to zrobiła.”

* Rzecz nie nowa, lecz podana w sposob nowy.


  • RSS