moje-lektury blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

„Mieszkańcy Miami Beach są wstrząsnięci: Marie i Arnold Robbinsonowie zostali zamordowani nocą we własnej sypialni. Między ich ciałami policja znajduje Cathy, czternastoletnią córkę Marie z pierwszego małżeństwa – przerażoną, zszokowaną i półprzytomną, ale żywą. W następnych tygodniach dochodzi do kolejnych zabójstw; odkryte ślady coraz wyraźniej wskazują, że zbrodnie są dziełam Cathy.
Doktor Grace Lucca, psycholog, nie wierzy w winę swojej pacjentki; uważa, że ktoś zamierza zrobić z niej morderczynię. Tego samego zdania jest prowadzący śledztwo w sprawie śmierci Robbinsonów detektyw Sam Becket. Gdy Cathy zostaje aresztowana, oboje próbują dowieść jej niewinności. Nie wiedzą jednak, że pomagając dziewczynie, podejmują ogromne ryzyko i stawiają na szali własne życie.”

„Historia z kiełbasą, uwieczniona w „Lesiu”, też była prawdziwa. Marcin dostał z Polski zwyczajną, a może jałowcową, jego szef, zainteresowany polskim językiem, zapamiętał nazwę produktu prawie dobrze i rzekł:
– Kał…basa…
– Mocz tenora – odpowiedział Marcin zupełnie odruchowo i trochę pod nosem.
Szef miał dobry słuch, z zaciekawieniem spytał, co to takiego. Marcin zgłupiał do tego stopnia, że wyjaśnił, iż taką nazwę nosi w Polsce gatunek kiełbasy. Szef się tych słów nauczył.”

Joanna Chmielewska. „Autobiografia” t.3 Druga Młodość

„Przyszła dyżurna położna, która sobie spokojnie drzemała w pokoju lekarskim, rozczochrana i zaspana, pomacała mnie, mruknęła: „E, jeszcze słabe…” i udała się do toalety.
W tym momencie poród się rozpoczął, a objawy były mi już znane. Poderwało mnie.
- Hej, proszę pani! – wrzasnęłam do salowej. – Pani leci po tę panią do wychodka, ale już! Prędzej! Prędzej!
Przerażona salowa poleciała. Zdumiona położna znalazła się przy mnie, sprawdziła, co się dzieje.
- Co pani robi, pani rodzi?! – wykrzyknęła w oszołomieniu.
Nie miałam czasu na Wersal.
– A co pani uważa, ze ja tu kartofle kopać przyszłam? – warknęłam z furią. – Jazda, proszę pań! Ale z biglem, gazu, gazu!
Mój drugi syn urodził się w dziesięć minut później. Ogłuszona nieco położna razem z salową ledwo zdążyły doprowadzić stół porodowy do właściwej formy. Dowiedziałam się, że chłopiec i zaniepokoiłam się. Moja matka i mój mąż chcieli dziewczynki, córeczka i córeczka, jedna babcia chodziła za mną i warczała półgębkiem; „Chłopaka! Chłopaka!” Mnie było wszystko jedno, ale chciałam im zrobić przyjemność, w dodatku nawet starsze dziecko domagało się siostrzyczki i wszyscy razem ogłupili mnie tak, że w tę dziewczynkę uwierzyłam. Przekonana, że urodzę, co trzeba, zaczęłam robić sobie kretyńskie dowcipy, oznajmiłam mianowicie, że jeśli to będzie chłopiec, dam mu na imię Lothar. Stanisław Lothar, Stanisław po przodkach, trzeci kolejny w rodzinie, a Lothar dla draki. Przeraził mnie teraz ten Lothar śmiertelnie.”

Joanna Chmielewska, „Autobiografia” t.2 Pierwsza Młodość

„Moja wiedza o sobie z tamtych czasów pochodzi z opowieści rodzinnych. Jedno dziecko tylko dostarczyło tamatu, gadanie o tym dziecku wypełniało świat, zupełnie jakby nikt nie miał nic innego do roboty. Może i rzeczywiście stanowołam podstawową rozrywkę, szczególnie że dość wcześnie zaczęłam objawiać charakter.
Pierwszej wizyty w ogrodzie zoologicznym nie pamiętam, zostałam tam zaprowadzona, pokazano mi wszystko, przyprowadzono z powrotem, po czym zadano pytanie:
- No i co tam było, w tym ogordzie zoologocznym? Co widziałaś?
Zastanowiłam się głęboko i po namyśle odparłam:
- Pijawki…”

„Ponadto upierałam się jeździć taksówką, upodobanie do samochodów, jak widać, zalęgło się we mnie już w bardzo młodym wieku. Wieziona na spacer wózkiem, czas jakiś znosiłam to spokojnie, po czym zaczynałam drzeć pysk, rycząc przeraźliwie:”Siówką!!! Siówką!!!”. Ciężko było to wytrzymać, więc przeważnie stawiałam na swoim.”

Joanna Chmielewska „Autobiografia” t.1 Dzieciństwo


  • RSS